Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl
Wpisany przez admin   
wtorek, 29 stycznia 2019 12:56

Biografia prezbitera Kazimierza Poręby

Kazimierz Poręba urodził się w Ropie w powiecie Gorlickim 4 grudnia 1929 roku.

W rzeczywistości urodził się rok wcześniej ale tak oficjalnie został zgłoszony.

W 1938 roku zmarł jego ojciec, jedyny żywiciel rodziny, a matka została z pięciorgiem małych dzieci bez środków do życia. Jako 10 letni chłopak postanowił zadbać o rodzinę i z narażeniem życia nosił produkty żywnościowe Żydom do oddalonego o 7 kilometrów Grybowa. Za tą przysługę otrzymywał drobne pieniądze. W czasie okupacji jeden z nich przechowywany był w kryjówce przez jego babcię Korzeń Teklę, a później przez jego mamę Katarzynę. Te dzielne kobiety uratowały mu życie, mimo świadomości co im za to groziło.

Jakieś 2 lata przed końcem wojny młody Kazimierz został wysłany na służbę do pewnej rodziny, która posiadała duże gospodarstwo w okolicach Dąbrowy Tarnowskiej, a która z czasem planowała go zaadoptować. Rodzina ta była zaangażowana w działalność Armii Krajowej w związku z tym, kiedy ich uwięziono również i on trafił do obozu pracy w Wojniczu, gdzie spędził 2 miesiące przy ciężkich robotach. Przeżył tam chorobę tyfusu. Te wszystkie cierpienia wzbudziły w nim chęć powrotu do rodzinnego domu.

Po powrocie poszedł do szkoły i już w 1947 r. pracował jako sprzedawca w dużym sklepie, a później jako kierownik w piekarni. Jako 20 letni młodzieniec zakosztował każdego grzechu. Nie chciał słuchać matki, która była już nawróconą osobą od 1946 roku. Przeżywając wewnętrzne napięcia wyszedł na pobliską górę w Uściu Gorlickim - Homolę i postanowił się zastrzelić. Jednak już wtedy Bóg czuwał nad nim i uchronił go od tego kroku. Zrezygnował z samobójstwa ale oświadczył matce, że jedzie w świat, chcąc dalej używać rozkoszy grzechu. Chciał  się oddalić od matki, która go ciągle zachęcała ku Bogu. Podjął pracę w Szklarskiej Porębie gdzie bardzo dobrze zarabiał, jednak ta idylla została brutalnie przerwana przez złodzieja, który go okradł z całego dorobku. Przypomniał sobie wtedy słowa matki przy rozstaniu: „Synu, chociaż pod ziemię byś się skrył i tam cię Bóg znajdzie”.

To był początek przełomu w jego życiu. Postanowił powrócić do domu, jak syn marnotrawny. Przyjęty serdecznie, zaczął czytać Biblię i nawiązywać kontakty z wierzącymi ludźmi. Pojechał również do zboru w Żelaznym Moście i jak wspominał, został pokonany miłością Boga i miłością ludzi, którą mu tam okazano. W 1948 roku został ochrzczony przez brata Jana Penkalę z Huty Wysowskiej. Od tego czasu całym swoim sercem służył Bogu i miejscowemu zborowi. Stał się jednym z przywódców tej wysowskiej społeczności.

W 1950 roku został aresztowany za wiarę wraz z kilku innymi braćmi tego zboru. Tam kilka miesięcy znęcano się nad nimi w okrutny sposób . Podczas pobytu w więzieniu do jego celi trafił Rudolf Niedziela skazany na dożywocie za działalność w Armii Krajowej. Ten człowiek na wskutek usłyszanego świadectwa i obserwacji uwięzionych braci nawrócił się i był później pierwszym duchowym współpracownikiem br. Kazimierza na Górnym Śląsku.

Tę służbę na niwie Bożej rozpoczął br. Kazimierz w 1954 r. gdy wyjechał tam do pracy. Posiadał już rodzinę, ponieważ w 1951 r. ożenił się ze Stefanią Kozik z Huty, a rok później urodziła im się córka Elżbieta. W 1960 roku sprowadził całą rodzinę do Zabrza już wtedy powiększoną o kolejną trójkę dzieci: Andrzeja, Alicję i Tadeusza. Kilka lat później urodziła się Maria jako piąte i ostatnie z dzieci. Oprócz pięciorga dzieci w małym mieszkanku około 47 metrów kwadratowych, mieszkała przez wiele lat, aż do swej śmierci babcia Kazimierza - Tekla Korzeń. Jako dziewiąta osoba przez kilka lat zamieszkiwała z tą rodziną Danuta, najmłodsza siostra Kazimierza. Kazimierz Poręba podejmował nieraz dodatkową pracę, aby móc utrzymać tą dużą rodzinę. Starał się również całym sercem angażować w służbę na niwie Bożej. Wspierał go w tym br. Rudolf  Niedziela, który za Bożym działaniem opuścił więzienie już po 4 latach. Wkrótce dołączyła rodzina Bażelów i Kuczków oraz wierzący z Gliwic, którzy powrócili z emigracji we Francji.

Zbór zaczął rosnąć. Nabożeństwa odbywały się w domach członków tego śląskiego zboru (tak na początku był nazywany). Również w jego małym mieszkaniu odbywały się cyklicznie nabożeństwa. Brat Kazimierz był wielokrotnie wzywany i przesłuchiwany na Komendzie Miejskiej Milicji Obywatelskiej w Zabrzu. Straszono go karami i więzieniem za organizowanie zgromadzeń. Mimo tego, Bóg dalej przeprowadzał i błogosławił. W 1971 roku doszło do podziału Zboru. Większość na czele z br. Kazimierzem oraz br. Jerzym Fojucikiem i br. Ryszardem Kamińskim dalej zgromadzała się po domach. W 1973 roku br. Władysław Brosz w Przyszowicach na obrzeżach Zabrza zaadoptował swoje mieszkanie na dom modlitwy i oddał do dyspozycji zboru. Brak rejestracji i osobowości prawnej utrudniał działalność tej społeczności.

W 1981 roku  br. Kazimierz wraz z miejscowymi braćmi zarejestrował zbór jako stowarzyszenie. W tym samym też roku ta śląska społeczność wierzących przeniosła się do Zabrza–Mikulczyc, do zakupionego budynku przy ul. Strzelców Bytomskich 13a (później zmieniono na Czechowa 1), który dostosowano na jej potrzeby.  Brat Kazimierz z łaski Bożej nadal służył zborowi jako jego pasterz, przeżywając różne doświadczenia.

W 1982 roku, po ciężkiej chorobie odeszła do Pana jego wierna towarzyszka życia – Stefania, matka jego pięciorga dzieci. Po jakimś czasie ponownie zawarł związek małżeński z Marią Łuj - z nią spędził resztę swojego życia. Zamieszkał z żoną Marią w tym zakupionym przez zbór budynku i pełnił dodatkowo rolę gospodarza obiektu. Podejmowali wspólnie i usługiwali licznym gościom oraz osobom zamieszkującym rotacyjnie ten obiekt.

W lipcu 1986 roku na podstawie powołania Komitetu Założycielskiego ze wszystkich współpracujących ze sobą zborów zarejestrowana została Chrześcijańska Wspólnota Pięćdziesiątników. (2 lata później zmieniono nazwę na Chrześcijańska Wspólnota Zielonoświątkowa) uzyskując osobowość prawną. W latach 1986 do 1995 pod tym adresem mieściła się  siedziba całej Wspólnoty, a brat Kazimierz Poręba sprawował funkcję Prezbitera Naczelnego Wspólnoty. Od 1995 roku był stałym członkiem prezydium Rady Naczelnej ChWZ.            Nie koncentrował się tylko na służbie w zabrzańskim zborze , ale również odwiedzał inne zbory usługując proroctwami, kazaniami, radą. Miał udział w zakładaniu i budowaniu wielu zborów oraz wprowadzaniu młodszego pokolenia w ślady Pana Jezusa.  Wyjeżdżał również za granicę by usługiwać w bratnich społecznościach. W 1989 r. wraz z zabrzańskim chórem odwiedził kilka kościołów we Francji i Belgii. Był zaproszony do zborów słowiańskich w Kanadzie i USA. Bywał na Słowacji i w zborach na Ukrainie. Tam też jako jeden z pierwszych braci naszej Wspólnoty został ordynowany do służby biskupa (prezbitera).

W Zabrzu systematycznie odwiedzał przez 16 lat areszt śledczy i zakład karny, gdzie świadczył o swym Zbawicielu najróżniejszym osobom. Darzony był szacunkiem przez całe środowisko Romskie w Zabrzu i okolicach. Gdy wybuchły zamieszki między Romami a skinami, proszony był przez  władze miasta o mediacje między zwaśnionymi stronami.

W 2000 i 2002 roku przeżył udar mózgu, kolejny w 2012 r.. W tym samym roku po złamaniu kości wszczepiono mu endoprotezę stawu biodrowego. Mimo tych chorób nigdy nie opuszczał zgromadzeń. Chwiejąc się na nogach zmierzał w każdą niedzielę i środę do swoich braci i sióstr w Chrystusie - do zboru w Zabrzu. Również we wtorki i piątki systematycznie uczestniczył wraz z małżonką Marią na spotkaniach w placówce zboru, w Rokitnicy.

Ostatni udar  niedokrwienny mózgu w kwietniu 2018 roku spowodował pogłębienie niedowładu lewostronnego i od tej pory skazany został na wózek i łóżko. W ostatnich tygodniach miał wielkie trudności z mówieniem i przełykaniem pokarmów. Powoli gasło w nim życie. Do końca jednak utrzymywał świadomość i mimo trudności, nawiązywał jakiś kontakt z najbliższymi. W ostatnich dniach swojego życia zachorował na obustronne zapalenie płuc i trafił do szpitala. Kilka godzin przed śmiercią modlił się i podnosił tą zdrową rękę ku niebu. W niedzielę 18 listopada 2018 r. podczas snu o godz.5.15  zakończył swą ziemską pielgrzymkę. Pozostawił żonę Marię, 3 córki, 2 synów, 14 wnucząt, 19 prawnucząt oraz ze strony żony Marii 3 córki, 10 wnucząt, 21 prawnucząt, 3 praprawnucząt.

Poprawiony: wtorek, 29 stycznia 2019 13:04
 
Design by Next Level Design Lizenztyp CC - Template is powered by ENERGIEWERK