Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl
Wpisany przez Admin   
wtorek, 16 listopada 2010 17:43

Tajemnica starego trapisty

W pewnej księgarni klient rozmawiał na tematy religijne z jej właścicielem. I tak byli oni zajęci rozmową, że nie zauważyli, jak do księgarni wszedł nieznajomy człowiek i pilnie przysłuchiwał się dyskusji. Nagle jeden z nich zwrócił uwagę na przybyłego i chciał ustąpić mu miejsca, ale ten ku niemałemu zdziwieniu zwrócił się do właściciela księgarni z takimi słowami: "Może Pan wierzyć temu, co przed chwilą słyszał, gdyż jest to absolutna prawda. Pismo Święte bowiem stwierdza to samo."

I po chwili zaczął tłumaczyć z przekonaniem, że Chrystus umarł za grzeszników, aby dzięki jego ofierze każdy człowiek otrzymał zbawienie. Gdy nieznajomy opuścił księgarnię, wyszedł za nim ów klient, rozmawiający z właścicielem księgarni i zapytał, gdzie i jak poznał on Jezusa Chrystusa. "Jeśli Pan chce usłyszeć moją historię poznania Jezusa Chrystusa, usiądźmy tutaj, a postaram się opowiedzieć ją Panu: Byłem wychowany w rodzinie religijnej. Ale gdy tylko podrosłem, zostawiłem wszystko, nawet zewnętrzne obrządki i formy i szukałem różnych przyjemności. Upadając coraz bardziej moralnie, starałem się pociągnąć za sobą i swych kolegów. A jednak moje wykolejenie stało się środkiem, który obudził mnie i moje śpiące sumienie. Byłem młody, i życie moje składało się z jednego długiego pasma hulanek i zabaw. Nie wiem dlaczego, ale jednego wieczoru, gdy wróciłem z długiej hulanki, nasunęło mi się pytanie: A jeżeli to prawda, co słyszałem o Jezusie? I jeżeli prawda, że jest miejsce męki dla grzeszników? I wtedy odpowiedziałem sobie: Na to wszystko tylko ja zasługuję. Ogarnęła mnie czarna rozpacz. Na drugi dzień machnąłem ręką na wszystko, i życie płynęło starym torem. Jednak spokoju nie miałem. Szukałem środka, który pomógłby mi zmienić życie. Czułem, że pogrążam się w jakąś przepaść, z której tak trudno wydostać się. Poradzono mi, abym wstąpił do klasztoru, bym przez praktyki pokutnicze znalazł możliwość wybawienia się od wiecznego potępienia. Istotnie, może i tak - pomyślałem sobie - jeżeli moja dusza przebywać będzie tysiące lat w czyśćcu, ale ogień w piekle nigdy nie gaśnie. Nie znałem żadnego zakonu, żadnej reguły, która by mogła zmazać moje grzechy. Zupełnie przypadkowo dowiedziałem się o zakonie trapistów, którego klasztor znajdował się na Sycylii. Jakoś najbardziej odpowiadał on moim pragnieniom. Ponieważ nie miałem pieniędzy na podróż, postanowiłem pójść pieszo, by w ten sposób rozpocząć pokutę i poniżenie przez proszenie o jałmużnę. Przez kilka miesięcy tułałem się i znosiłem niewygody. Tak przebyłem setki kilometrów i wreszcie zupełnie wyczerpany stanąłem przed średniowiecznym klasztorem trapistów. Zapukałem. Ciężkie drzwi na zardzewiałych pętlach rozwarły się, a stary mnich drżącym głosem zapytał mnie, czego pragnę?

 

 

- Szukałem zbawienia - odparłem bez namysłu. Staruszek spojrzał na mnie ze współczuciem i po chwili powiedział mi: Chodź ze mną. Zaprowadził mnie do maleńkiej celi i zapytał: Powiedz mi, młodzieńcze, o co ci chodzi? Opowiedziałem mu wszystko, niczego nie zataiłem. Powiedziałem, że jestem największym grzesznikiem, że nie wierzę w możliwość otrzymania zbawienia, że straciłem wiarę w człowieka. Po chwili dodałem, że słyszałem, iż reguła ich zakonu jest bardzo surowa, ale uczynię wszystko, byleby przez to otrzymać pewność zbawienia, gdyż dotychczas nikt mi tego nie zapewnił.

- W takim razie, mój przyjacielu - zaczął spokojnym głosem staruszek - jeżeli mi wierzysz, to natychmiast wracaj tam, skąd przyszedłeś, gdyż w domu możesz to samo uczynić. Był ktoś na tej ziemi, kto wypełnił i wykonał za nas wszystko, co jest potrzebne dla naszego zbawienia. Tu nic nie można dodać ani ująć. Nie my, ale tylko On może ci pomóc, młodzieńcze.

- Któż to jest? - zapytałem ze zdumieniem.

- Jezus Chrystus - odparł - Czy nigdy o Nim nie słyszałeś?

- Przecież cały świat o Nim mówi - powiedziałem.

- A czy ty Go znasz?

- Wiadomo, On jest w niebie - odrzekłem.

- A czy wiesz, dlaczego On jest w Niebie? - pytał dalej staruszek.

- On zawsze już tam był - wyszeptałem nieśmiało.

- Nie, On chodził po tej Ziemi, zniżył się do nas, wykonał dzieło, które ty, młodzieńcze, chcesz sam wykonać. On przyszedł na Ziemię, by ponieść karę, by wziąć twoje grzechy i zanieść je na krzyż; gdyby nie było wykonane dzieło odkupienia ludzkości, Jezus na pewno powróciłby na Ziemię. Przecież On, umierając za twoje grzechy, powiedział: Wykonało się! On wykonał dzieło, które ty chcesz w tej chwili sam wykonać. Jeżeli chcesz dodać jeszcze jeden grzech do twojego życia i uczynić coś plugawszego niż czyniłeś dotychczas, możesz tu zostać, ale udowodnisz, jak ignorujesz dokończone dzieło Syna Bożego. Jeżeli zostaniesz tu, to czynem swoim powiesz: Jezus nie wykonał wszystkiego, i ja muszę do dzieła odkupienia coś dodać, o którym Chrystus powiedział, że wykonało się. Wracaj więc do swoich przyjaciół i opowiedz im, jak wielkie dzieło Pan Jezus wykonał dla nich. Postaram się o zezwolenie dla ciebie, byś odpoczął po swych trudach, a w tym czasie opowiem ci o Jezusie, co wiem, i z tym wracaj do swoich. Nie poprawiaj Jezusa i Jego dzieła odkupienia. Zamieszkałem więc u trapistów i wiele słyszałem o Jezusie Chrystusie, który za mnie umarł i zmartwychwstał, żebym przez Niego otrzymał zbawienie i żywot wieczny. Zaufałem Jezusowi Chrystusowi i wdzięcznym sercem przyjąłem Go. Wróciłem do kraju i obecnie świadczę wszystkim, kto tylko chce mnie słuchać, że Jezus może każdego uwolnić od grzechu i obdarzyć zbawieniem, jeżeli z pokorą i wiarą przyjdziemy do Niego. Jakżeż dziwnie dzisiaj brzmią dla mnie i Pana te słowa: Upamiętajcie się i wierzcie Ewangelii! Niezmiernie jestem wdzięczny, że tajemnica starego trapisty nie jest już dla mnie żadną tajemnicą, a może i dla Pana, ale to zobowiązuje, abyśmy opowiadali tym, dla kogo pozostaje ona dalej tajemnicą. Na tym kończy się moja historia poznania Jezusa Chrystusa. Teraz już jest On moją własnością, z Nim idę przez życie. Cieszyłbym się bardzo, gdyby i Pan to przeżył", dodał na odchodnym.

J. Pancewicz

(DPŻ 2/1999)

Poprawiony: niedziela, 13 maja 2012 16:24
 
Design by Next Level Design Lizenztyp CC - Template is powered by ENERGIEWERK