Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl
Wpisany przez Admin   
wtorek, 16 listopada 2010 17:37

Nie należę już do siebie

Urodziłam się w biednej rodzinie w latach 50 - tych. Mój ojciec siedział w celi śmierci cztery lata za przestępstwo polityczne. Po wyjściu z więzienia nigdy nie chciał rozmawiać z nami o swoich przeżyciach. Wychowywał mnie i trójkę mojego rodzeństwa bardzo surowo. Ponadto nadużywał alkoholu, obracał się w dziwnym towarzystwie i nie stronił także od kobiet.

Ojciec nigdy nie szanował mamy, chociaż była osobą bardzo wrażliwą, dobrą i cichą. Kiedy dorosłam nie chciałam żyć tak, jak moi rodzice. Wystrzegałam się mężczyzn, których ciągnęło do alkoholu. Wychodząc za mąż, nie zdawałam sobie sprawy, że mój małżonek jest uzależniony od alkoholu. Tragedia zaczęła się po ślubie. Przeżywałam horror, kiedy mąż po wypłacie wracał do domu pijany – cierpiały także nasze dwie córki. Byłam strzępkiem człowieka i musiałam zacząć leczyć się u psychiatry. Bardzo chciałam się wyrwać z tego położenia, ulgę przynosiło mi uciekanie w świat marzeń albo czytanie kryminałów. Wymyślałam różne historie, w których pozbawiałam życia sprawców mojego nieszczęścia. Szukałam Boga i wołałam do Niego, ale jednocześnie zajmowałam się wróżeniem, wywoływaniem duchów czy czytaniem horoskopów. Sporządzałam również różnego rodzaju magiczne ziołowe napoje, np. aby kochał mnie mąż. W roku 1985 moja starsza siostra opowiedziała mi o tym, że spotkała się z ludźmi, którzy bardzo kochają Boga. Nie wywarło to na mnie żadnego wrażenia, ponieważ wciąż myślałam o mojej udręce: mąż alkoholik, nic mi się nie układa, w pracy kłopoty itd. Zastanawiałam się czy nie popełnić samobójstwa, ale żal mi było moich córek, które bardzo kochałam. Pewnego dnia przyszła do mnie mama z płaczem, mówiąc, że moja siostra Lucyna zaczęła uczęszczać wraz z całą swoją rodziną na spotkania do „sekty” i poprosiła mnie, abyśmy poszły po poradę do księdza. Ksiądz, gdy nas wysłuchał, zachęcił mnie do czytania Słowa Bożego i odnalezienia w Biblii argumentów, które przekonają moją siostrę do nawrócenia się na „dobrą drogę”. Zaczęłam więc czytać Nowy Testament. W tym czasie mieszkaliśmy w Głogowie. Mój mąż cały tydzień pracował i mieszkał ze swoją mamą w Szprotawie, a na weekendy przyjeżdżał do Głogowa. Pewnego razu, po powrocie ze Szprotawy, mąż zauważył, że czytam Nowy Testament i stwierdził, że już bardziej zwariować nie mogłam. Wyjaśniłam mu, że to ksiądz polecił mi czytać Biblię i wtedy przestał mi dokuczać.

 

Po przeczytaniu czterech Ewangelii doszłam do przekonania, że Kościół Katolicki nie postępuje zgodnie z Bożym Słowem. W tym samym czasie moja siostra wraz z innymi wierzącymi ludźmi modlili się o mnie. Lucyna często mnie odwiedzała i opowiadała o Bogu. Rozmowy te jednak często kończyły się kłótnią i niejednokrotnie też doprowadzałam moją siostrę do płaczu, chociaż w głębi duszy skłaniałam się do tego, co mi mówiła. W tym czasie przychodziła do mnie sąsiadka, która również interesowała się Zielonoświątkowcami i wspólnie studiowałyśmy Biblię. Pewnego wieczora mój mąż po raz kolejny wrócił do domu pijany, zrobił awanturę i odjechał do Szprotawy. Nie mogłam znieść dłużej przykrości i cierpienia, które mi sprawiał, więc postanowiłam odebrać sobie życie. Gdy dziewczęta spały w pokoju, odkręciłam kurki od gazu w kuchni. Rozpłakałam się i nagle usłyszałam głos, który mówił mi łagodnie: „A jeżeli rzeczywiście to co mówi Biblia jest prawdą? Jeżeli Bóg istnieje, to gdzie Ty pójdziesz, jeżeli odbierzesz sobie życie?”. Z wielkimi oporami zakręciłam kurki od gazu i poszłam do pokoju modlić się. Wołałam do Boga, że jeżeli jest, to dlaczego jestem tak nieszczęśliwa. Kiedy już wszystko „wyrzuciłam ze swego wnętrza”, poczułam się wolna, wtedy zaczęłam wielbić Boga po raz pierwszy w swoim życiu i czułam, jakbym to nie ja mówiła, chociaż modlitwa płynęła przez moje usta jak strumienie wody. Wydawało mi się, że jestem pod sufitem. Czułam, że jakieś ciepło otacza mnie dookoła, a jakaś dłoń jest na mojej głowie i tuli mnie. Wiedziałam, że to na pewno sam Jezus Chrystus przyszedł do mnie, by mnie utulić i zbawić. Następnego dnia miałam tylko jeden problem: jak o tym powiedzieć Lucynie? Nie umiałam jeszcze przepraszać i przyznawać się do błędów, więc prosiłam Boga, żebym mogła w tym dniu spotkać siostrę. Wracając po 16 godzinie z pracy przed domem spotkałam Lucynę, która wysłuchała mnie i zaprosiła na nabożeństwo na 18 godzinę. Pomyślałam, że nie zdąży nikogo powiadomić z wierzących, że przyjdę, dlatego zdecydowałam się pójść na spotkanie. W mieszkaniu, gdzie odbywało się nabożeństwo, panowała bardzo miła atmosfera. Ludzie śpiewali pieśni, które bardzo do mnie przemawiały. Wszystkie te pieśni wyrażały to, co było w moim sercu, a gdy jakiś mężczyzna głosił Słowo Boże byłam przekonana, że Lucyna wszystko mu o mnie opowiedziała. Później zrozumiałam, że tak właśnie działa Słowo Boże- jak miecz obosieczny. Pół roku po tym zdarzeniu, 29 czerwca 1986 w Orsku przyjęłam chrzest wodny. Tydzień przed chrztem w moim życiu miały miejsce niezwykłe doświadczenia. Mój mąż dowiedział się, że przystępuję do chrztu od mojego ojca. Pewnego dnia razem z mężem byłam w kuchni, a on rozparcelowywał siekierą mięso. Zapytał mnie wtedy, czy idę do chrztu. Gdy odpowiedziałam, że tak, wtedy podniósł siekierę nad moją głową i powiedział, że mnie zabije i nie pozwoli na to. Wezwałam tylko imię Jezus i znieruchomiałam, po dwóch, trzech sekundach spojrzałam na męża- jego twarz stała się biała, a ręka opadła bezwładnie, tak jakby ktoś wyrwał mu tą siekierę z ręki. Powiedział tylko: „Nie, za Jezusa Cię nie będę zabijał” i odszedł bardzo wystraszony. Od tej pory więcej mnie nie uderzył. Następnego dnia, gdy byłam sama w domu, usłyszałam jak demon do mnie mówił: „Pokłoń mi się i oddaj mi hołd, a dam ci wszystko czego pragnie dusza Twoja: dobre stanowisko w pracy, bogactwo, klejnoty, samochody, powodzenie u mężczyzn”. Bardzo się wystraszyłam i zaczęłam płakać. Nie znałam na tyle Słowa Bożego i myślałam sobie, że Jezus mnie nie kocha, ponieważ pozwolił na to by demon rościł sobie prawo do mnie. Siostra wyjaśniła mi jednak, że to co mi się przytrafiło jest typową taktyką diabła, który chce zastraszyć i okłamać. Przekonała mnie, że nadal Jezus mnie kocha! W niedzielę otrzymałam też Słowo od Boga – że jestem kruszona, tak jak był kruszony sam Jezus, chociaż był Bogiem, a potem byli kruszeni apostołowie i wszystkie dzieci Boże. To my decydujemy o tym co zrobimy, czy wykonamy polecenie diabła, czy Boga! Pomimo pełnego przeżyć tygodnia, przystąpiłam do chrztu wodnego. Wiem, że wraz ze mną radowało się całe niebo, że moje życie należy już do mojego Niebiańskiego Ojca. Był rok 1990. Od pół roku byliśmy z mężem w separacji. Wiedziałam, że rozmyślał o rozwodzie, ze względu na moją wiarę. W grudniu 1990 roku dowiedziałam się gorzkiej prawdy, że mam guza na mózgu. Konieczna była bardzo trudna operacja. Na tę wiadomość córki wraz z młodzieżą i innymi wierzącymi gorąco wstawiały się za mną do Tego, który ma wszelką władzę i moc. Otrzymałam zapewnienie przez proroctwo, że ręka mojego Ojca nie jest nigdy za krótka, aby nie mogła pomóc. On ma moc przenieść mnie przez tą, jakże trudną rzeczywistość, tj. chorobę i brak relacji z mężem. Był to też czas, gdzie bardzo poruszał mnie temat przebaczenia i coraz bardziej odczuwałam potrzebę pojednania się ze swoim mężem. Moje córki, wiedząc o moich duchowych zmaganiach, zaczęły działać na swój sposób. Wzięły moje skierowanie do szpitala i pojechały z nim do ojca, do Szprotawy. Przekazały mu ode mnie pozdrowienia i słowa przeprosin za wszystko zło, które mu wyrządziłam. Mąż po tym zapewnił córki, że mi wybacza i że w tej zaistniałej sytuacji nie zostawi mnie bez opieki. Korzystając z przysługi kolegi załatwił mi możliwość operacji w szpitalu wojskowym w Żarach. Dziewczęta, przyjeżdżając do domu, powiedziały mi, że tato mnie bardzo przeprasza i prosi, abym przyjechała do niego w sobotę uzgodnić możliwość konsultacji z lekarzem. Zaaranżowana scenka przez córki pomogła mi przezwyciężyć blokadę, jaką miałam do niego z powodu wszystkich zranień, jakich doświadczyłam. To cud kiedy spotkaliśmy się, oboje przepraszaliśmy się i wybaczaliśmy sobie. Podczas konsultacji lekarz – docent nauk medycznych poinformował mnie o złożoności operacji i o następstwach, które mogłyby się pojawić, gdyby operacja się nie udała, np. paraliż, głuchota, ślepota, że mogę stracić mowę lub resztę życia spędzić na wózku inwalidzkim. Z niebywałym spokojem powiedziałam mu, że Pan Jezus będzie obecny przy tej operacji, ponieważ w Jego ręce oddałam moje życie. Operacja się udała. Guz został usunięty i nie wystąpiły żadne uboczne skutki. Docent był zdumiony atmosferą jaka towarzyszyła tej, jakże trudnej operacji. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczył. Dzielił się tymi doznaniami z moim mężem. Szybko powróciłam do zdrowia. Na własne żądanie zostałam wypisana ze szpitala. Lekarze stwierdzili, że nie widzą przeciwwskazań. Kiedy wróciłam do domu, mój mąż wyjawił mi, że próbował popełnić samobójstwo. Pewnego dnia, gdy był w szopie, założył sznur na szyję, jednak wtedy miał wizję swojego pogrzebu. Widział mnie jak bardzo rozpaczałam. Zrozumiał wtedy, że go bardzo kocham i nie powinien mnie więcej krzywdzić. Od tego czasu znowu mieszkał z nami w czasie weekendów, pozostałą część tygodnia u teściowej ze względu na stałą pracę w Szprotawie. Było lepiej, ale wciąż miał dystans do Ewangelii. Dni, miesiące upływały, aż nadszedł luty 1993 roku. Późnym wieczorem otrzymałam wiadomość telefoniczną, że mąż został odwieziony do szpitala, bo źle się poczuł. Następnego dnia pierwszym porannym pociągiem pojechałam do niego. Wiadomość i widok był wstrząsający. Miał udar mózgu, był sparaliżowany. Kiedy mnie zobaczył próbował mi coś powiedzieć, ale mówił bardzo niewyraźnie. Usilnie modliłyśmy się z córkami i wierzącymi, aby mógł się upamiętać i powierzyć swoje życie Jezusowi. Tak też się stało. Odzyskał mowę i władzę w nogach, przywieźliśmy go do domu. Dany mu był czas na przeanalizowanie życia, które prowadził. Odszedł po siedmiu latach , jako dziecko do swojego Ojca w Niebie! Moją palącą potrzebą jest być wierną mojemu Zbawicielowi i wraz z Kościołem, który On – Jezus buduje, trwać w modlitwach za tymi, którzy są z dala od Jego łaski. Moim pragnieniem jest być żyjącym listem i świadectwem tego, że krzyż Jezusa Chrystusa zmienia życie i ma ogromne znaczenie dla ludzi żyjących w trzecim tysiącleciu po Chrystusie.

Janina Stobnicka (DPŻ 4/2008)

Poprawiony: niedziela, 13 maja 2012 16:25
 
Design by Next Level Design Lizenztyp CC - Template is powered by ENERGIEWERK