Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl
Wpisany przez Admin   
poniedziałek, 25 stycznia 2016 22:16

Z misją w Etiopii cz.1

Andrzej Poręba

W dniach 8-19 października 2015 r. (według kalendarza etiopskiego początek drugiego miesiąca 2008 r.) z grupą wierzących, złożoną z Polaków, Niemców i Ukraińca wyleciałem na szczególną misję do dalekiej Etiopii.  Celem wyprawy było przeprowadzenie ewangelizacji i nabożeństw w zapraszających zborach, zorganizowanie konferencji dla dzieci w miejscowościach Woszi i Bonga oraz odbiór sześciu ujęć wodnych. Głównymi organizatorami było Stowarzyszenie Polsko-Etiopskie Nadzieja-Tesfa, Chrześcijańska Wspólnota Zielonoświątkowa oraz fundacja charytatywna Stefanus z Niemiec. Towarzyszył nam również tłumacz z Ukrainy, z pochodzenia Etiopczyk - Girum Bekele. Na miejscu oczekiwała na nas niezastąpiona Sofiya Lemma, koordynatorka i organizatorka wszystkich wyjazdów na terenie Etiopii. Odpowiedzialność za całość misji powierzono Romanowi Jawdykowi. Misja ta nie mogłaby być właściwie wypełniona w różnych dziedzinach, gdyby nie wsparcie prezesa Stowarzyszenia Nadzieja-Tesfa, Takele Kebede. Nie tylko jako tłumacz był nieodzowny, ale również jako współorganizator wszelkich poczynań na terenie Etiopii i Polski. Na miejscu do grupy dołączyli pastor Deribe Abera oraz wielokrotnie brat cielesny Takele - Kasa Kebede.  W grupie z Niemiec znaleźli się: Waldemar Szulc, Aleksander Braun, Piotr Wall, Markus Maerz, Tanja Hale, Simone Kopp, Tobias Altmann, Alexander Krutsch, David Len, Julian Seibel, Lena Brunnmeier. Bazą wypadową był hotel w mieście Bonga – stolicy regionu Keffa. Dla mnie był to pierwszy kontakt z Etiopią, a w ogóle i z Afryką. Przeżycia niezapomniane. Wracając do daty i liczonego czasu, kalendarz etiopski stosuje własną rachubę lat. Era liczy się od daty narodzenia Jezusa, wyliczonej przez Anonniosa z Aleksandrii na 8 r. n.e. 12 września 2007 r. w kalendarzu etiopskim rozpoczął się rok 2000. Na oznaczenie daty według systemu etiopskiego stosuje się skrót AM (od amharskiego Amätä Məhrät – „rok łaski, rok miłosierdzia”). Doba zaczyna się nie o północy, a ze wschodem słońca. Doba dzieli się na 24 godziny liczone dwa razy po 12 godzin dziennych i nocnych. Pierwsza godzina doby to 7:00 czasu wschodnioafrykańskiego (EAT). Godziny dzienne trwają do godziny 18:59 wg EAT, a o 19:00 EAT zaczyna się pierwsza godzina nocna czasu etiopskiego. Podział na godziny nocne i dzienne nie nastręcza praktycznego problemu, ponieważ w Etiopii różnica czasu między najdłuższym, a najkrótszym dniem roku wynosi jedną godzinę ( w Polsce ok. osiem i pół godz.), czas zmroku i świtania jest niezwykle krótki, a wschód słońca następuje zawsze w pierwszej godzinie czasu etiopskiego. (Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kalendarz_etiopski).


W sobotę 10 października (wg. naszego czasu) odwiedziliśmy w miejscowości Wosi szkołę podstawową i zbór zielonoświątkowy. W szkole serdecznie nas przyjęto. Do dzisiaj mam przed oczami kolumnę dzieci, które wraz z nauczycielami przez kilka minut gromkim głosem witały nas słowem angielskim „Welcom” (witajcie). Na placu przed szkołą została zorganizowana konferencja dla około 300 dzieci, które mogły usłyszeć o Jezusie Chrystusie w opowiadaniach i pieśniach oraz wziąć udział w różnych zabawach. Następnie rozdaliśmy wszystkim dzieciom i kadrze nauczycielskiej zeszyty, długopisy i cukierki. Otrzymali też w prezencie siatkę do siatkówki i piłki oraz inne drobne akcesoria. Na koniec ugoszczono nas pieczonymi bułkami i napojami. Po drodze zwiedziliśmy fabrykę kawy, w której podczas zbiorów zatrudnia się nawet do 6 tyś. pracowników.   Wieczorem uczestniczyliśmy w nabożeństwie miejscowego zboru. Tutaj również dzieciom wierzących rodzin przekazaliśmy od polskich dzieci (ze zboru w Zabrzu) ręcznie wykonane laurki oraz kolorowe plecaki.
W niedzielę 11 października zawitaliśmy do dużego zboru w Czenna liczącego około 900 członków, 335 dzieci, 130 młodzieży. W zborze usługują trzy różne grupy chóralne, każda w innych strojach. Co 2 tygodnie usługuje inna grupa. Nabożeństwo było błogosławione i tradycyjnie bardzo spontaniczne. Po nabożeństwie starsi zboru przedstawili nam swoje plany i nowe projekty budowy szkoły biblijnej i domu modlitwy. Następnie udaliśmy się na oficjalny odbiór 3 ujęć wodnych sponsorowanych przez wierzących z Niemiec. Jeden ze zbiorników został zbudowany z pieniędzy jednej rodziny - rodziców i dziewięciorga dzieci. Podczas odbiorów ujęć wodnych była możliwość zwiastowania Słowa Bożego i  śpiewania pieśni. W takich uroczystościach brały udział miejscowe władze, liczni mieszkańcy i członkowie zboru. To były dobre okazje do ewangelizowania. Po uroczystościach częstowano nas kawą, herbatą, bułkami a nawet tradycyjną indżerą (placek podobny do naleśnika jedzony z mięsem baranim i różnymi sosami). Mer miasta pokazał nam powiatowy szpital i przedstawił potrzeby. Zobaczyliśmy izbę przedporodową, chatkę krytą strzechą, kobiety leżące na materacach i siennikach na ziemi i choć trudno w to uwierzyć - w środku palące się ognisko. Bez wygód, bez bieżącej wody, bez sanitariatów, w wielu pomieszczeniach bez prądu. Woda pochodzi ze zbiorników wypełnionych deszczówką.
W poniedziałek 12 października po porannej społeczności na terenie hotelu, udaliśmy się na nogach do kolejnego zbiornika wodnego zasponsorowanego przez wierzących z Polski. To już siódmy zbiornik zbudowany w Bonga. Korzystać z niego może około 25 tysięcy mieszkańców. Na oficjalnym otwarciu był prezydent tego dużego miasta ze swymi urzędnikami. Była to kolejna okazja do ewangelizowania i później przyjaznych rozmów z uczestnikami spotkania. Jak zwykle uroczystość zakończono tradycyjnym poczęstunkiem, kawą, herbatą, wodą, orzeszkami.  
Następnie zwiedziliśmy szpital wojewódzki, ten w którym grupa polsko-niemiecka w poprzednich wyjazdach wyremontowała kilka pomieszczeń i wyposażyła w niektóre sprzęty. Tutaj spotkaliśmy dwie matki ze swymi malutkimi dziećmi cierpiącymi na poważne schorzenia z powodu niedożywienia. Na kolejnym łóżku zobaczyliśmy leżące dziecko pogryzione przez małpę, jak się okazało dziecko z rodziny ewangelicznie wierzącej. Obrażenia były bardzo poważne zagrażające życiu – czaszka przegryziona i uszkodzony mózg. Z modlitwą przekazaliśmy pieniądze na zakup niezbędnych leków w celu pomocy tym dzieciom. Także miejscowi wierzący zobowiązali się do roztoczenia właściwej opieki nad tymi rodzinami. Tego też dnia spotkałem się z wierzącą matką opiekującą się dwójką swoich dzieci, synem i córką Mytykie oraz obcym chłopakiem z niepełnosprawną ręką, objętych programem adopcji na odległość przez Zbór w Zabrzu. Wieczorem o godz. 18.00 zawitaliśmy do zboru „Raj” w Bonga, który przygotowywał się na konferencję miejscowych zborów, dla około 2 tyś. osób. To był błogosławiony czas. W zgromadzeniu uczestniczyła córka pastora, która rok temu doznała cudownego uzdrowienia z guza mózgu po modlitwie gości z Polski i Niemiec wraz ze zborem.
We wtorek 13 października wcześnie z rana wyruszyliśmy do Kisze, najpierw autobusem a później około 3 km na nogach przez pola i zarośla. Po drodze pokonywaliśmy błotniste odcinki, młodzież z Niemiec postanowiła pokonać je na boso. Kiedy dotarliśmy na miejsce, przywitano nas bardzo serdecznie. Tam spotkaliśmy się z niezwykle miłym zachowaniem z ich strony. Wszystkim osobom, które boso doszły do zboru umyto zabłocone nogi. Członkowie tego zboru składają się z trzech różnych grup etnicznych, z tubylców, grupy Mędzi oraz byłych mieszkańców pustyni zwanych Jem. Grupa Jem została kiedyś przesiedlona z pustyni do stolicy Etiopii Addis Abeby. Jednak tam nie zostali dobrze przyjęci przez miejscowych ludzi. Zostali stamtąd wręcz przepędzeni i osiedlili się na innym terenie wskazanym przez władze, czyli terenie Kisze i okolic. Tam karczowali lasy i budowali wioski. Oni to w większości stanowią ten zbór. Nabożeństwo trwało około 1,5 godz. Również tutaj zauważyliśmy tę wdzięczność i radość, jaką przeżywali w Panu Jezusie. Błogosławiony czas minął szybko i musieliśmy się żegnać, wracając do autobusu. Wieczorem spędzaliśmy czas na nabożeństwie w zborze Misgana w Bongo. Po nabożeństwie był jeszcze czas, aby odwiedzić niektórych wierzących w ich domach. Zostałem gościnnie przyjęty przez Kasę brata cielesnego Takele oraz później ich mamę. U Kasy przyjęto mnie tradycyjną indżerą wraz z dodatkami i oczywiście kawą. Kawa robiona w Etiopii i to w tym rejonie, skąd historycznie rozpoczęła się jej ekspansja, ma wyjątkowy smak, bo też wyjątkowo jest przygotowywana. Zielone ziarno najpierw jest dobrze myte w wodzie, następnie palone na specjalnym piecyku opalanym węglem drzewnym. Gotowe ziarno nie jest mielone w młynkach jak to u nas jest powszechne, lecz rozdrabniane ręcznie w moździerzach. Taka pachnąca kawa jest wsypywana do specjalnego czajnika z wypalonej gliny i zalewana gorącą wodą. Podawana jest wszędzie w jednakowych małych filiżaneczkach. Przygotowanie kawy jest chyba takim narodowym rytuałem. Stukanie w moździerzach jest swoistym zaproszeniem smakoszy do skorzystania z tego napoju.
Środa, 14 października. Odwiedziliśmy zbór w Chamma (Ćamma) oddalony około 40 km od naszej bazy w Bonga. Jak zwykle pierwszy odcinek przejechaliśmy wynajętym autobusem, a następnie na nogach przemierzyliśmy około 3 kilometrów w towarzystwie delegacji zboru, która wyszła nam naprzeciw z wielką radością, ze śpiewem.  Miejscowy zbór składa się z wierzących pochodzących z 2 różnych grup plemiennych, z Kefa i Mendzia. Grupę Mendzia stanowi szczególna mniejszość etniczna, mniejszość o najniższym statusie społecznym w Etiopii. Są oni traktowani powszechnie jako ludzie drugiej kategorii, z którymi nie należy mieć żadnych kontaktów. To ludzie najbiedniejsi zamieszkujący w lasach lub dalekich obrzeżach niektórych miejscowości. Z naczyń i przedmiotów przez nich dotkniętych członkowie innych plemion i grup społecznych nie chcą korzystać. Gdy przychodzą do miejsc publicznych, są przez wszystkich alienowani i zajmują miejsca najgorsze, najdalsze a nierzadko nie są do nich wpuszczani. Jednak również nad takimi okazała się cudowna Boża łaska. Wielu z nich stało się członkami Bożej rodziny, królewskiego kapłaństwa. Lata temu w tej miejscowości rządził szaman. W pobliżu zamieszkiwał jego syn ze swą obłożnie chorą żoną. Nie pomagały żadne lekarstwa i zaklęcia. Straciła ośmioro dzieci. Większość czasu spędzała na łóżku, nie mogła się poruszać o własnych siłach. Będąc na leczeniu w Bonga odwiedziła wierzącego kuzyna i poprosiła o modlitwę za sobą, a on wezwał swych braci ze zboru, by wołali do Pana za nią. Podczas tego spotkania Pan Jezus dotknął się jej duszy i ciała, została natychmiast uzdrowiona. Zaraz po tym publicznie złożyła obietnicę, że chce do śmierci służyć temu Bogu. Nieco później nawrócił się także jej mąż. Wkrótce część ziemi, którą odziedziczył po ojcu szamanie oddał nieodpłatnie na potrzeby nowo zakładanego zboru i na niej zbudowano dom modlitwy. Nawróciło się więcej osób, w tym wiele z tej pogardzanej grupy mendzi. Widok tych ludzi w zgromadzeniu, siedzących razem z pozostałymi wierzącymi bez dyskryminacji, pobudza serca do wielkiej radości i wdzięczności Bogu, że jego miłość okazana w Jezusie Chrystusie, w przelanej krwi na Golgocie burzy wszelkie mury nieprzyjaźni. To właśnie apostoł Paweł podkreślił w swym pasterskim liście pisanym do Efezjan: Ale teraz wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscy przez krew Chrystusową. Albowiem On jest pokojem naszym. On sprawił, że z dwojga jedność powstała, i zburzył w ciele swoim stojącą pośrodku przegrodę z muru nieprzyjaźni (Ef. 2, 13-14). Wkrótce z pieniędzy zbieranych przez misję będzie tam budowane ujęcie wody pitnej, z którego korzystać będą mogli też ludzie spoza zboru.

 

Poprawiony: poniedziałek, 25 kwietnia 2016 07:44
 
Design by Next Level Design Lizenztyp CC - Template is powered by ENERGIEWERK